|
Kolejna porcja dowcipów - strona 2 poprzednia strona<< >>następna stronaJasiu mówi do kolegi: - Moja siostra od pięciu lat gra na fortepianie. - Żartujesz! I nie bolą jej ręce?
Czy wiesz dlaczego bankierzy są dobrymi kochankami? - Bo wiedzą z pierwszej ręki, jaka jest kara za wczesne wycofanie się.
Na egzaminie końcowym z anatomii w akademii medycznej profesor zadaje studentce wydziału lekarskiego pytanie: - Jaki narząd, proszę pani, jest u człowieka symbolem miłości? - U mężczyzny czy u kobiety? - usiłuje zyskać na czasie studentka. - Mój Boże! - wzdycha profesor i w zadumie kiwa sędziwą głową. - Za moich czasów było to po prostu serce.
Przychodzi blondynka do lekarza z poparzonymi policzkami. - A cóż pani robiła? - pyta lekarz. - Prasowałam i zadzwonił telefon. - No a zdrugiej strony? - Chciałam zadzwonić po pogotowie.
Policjant mówi: - Myślę, więc jestem! I znikł.
Jasio i Małgosia na spacerze: - Och, kochany, nie potrafię wysłowić tego uczucia, które porusza moje wnętrze... - Ze mną to samo. Nie powinniśmy byli popijać tych śliwek browarem...
Stany Zjednoczone. Rozpoczyna się otwarcie nowych torów kolejowych. Wódz Indian przystrojony w odświętny strój stoi na środku tych torów. Nagle nadjedża pociąg i gwiżdże, ale Indianin dalej stoi. Pociąg uderza w niego. Nagle Indianin budzi się. Przy ogniu gwiżdże czajnik, a wódz zrywa się z łóżka i zaczyna walić w ten czajnik. Żona jego pyta się: - Co ty robisz, to przecież nowy czajnik! - Zabić póki małe, zabić póki małe - odpowiada Indianin.
Ze szkolnego dzienniczka: - Podpalił koledze teczkę na lekcji i zapytał, czy może wyjść po gaśnicę.
Przychodzi mężczyzna do sklepu i mówi: - Poproszę puszkę sardynek. - Pan sobie życzy jugosłowiańskie, portugalskie czy greckie. - Wszystko jedno, przecież nie będę z nimi rozmawiał.
- Panie doktorze! Stoję u wrót śmierci! - Spokojnie. Zaraz pana przeprowadzę.
Ilu blondynek potrzeba do wkręcenia żarówki? - Trzech: jedna przynosi żarówkę, druga krzesło, a trzecia załatwia faceta.
Pewnego dnia, w górach ksiądz wybrał się na przechadzkę po halach. Spacerując spotkał bacę, wyraźnie czymś zajętego. Podszedł więc bliżej i pyta: - Baco, a co wy tam robicie? - A budujemy sobie. - A co budujecie? - Ano srocz budujemy. - No wiecie co, baco? Ja rozumiem szczerość, ale baca tak powinien..... no czasem poowijać w bawełnę, a nie tak prosto z mostu... - A co ja będę w bawełnę owijał! Opier**** dechami dookoła i h**!
O babci:
- Ooo, bab ci się zachciewa...
O skinie:
- Wyszedłem z kina.
Mały duszek pyta mamę ducha: - Mamusiu, czy ludzie w nas wierzą? - Widzisz dziecko to bywa różnie... Są tacy, którzy nas widzą i w nas nie wierzą - i to są niedowiarki. Są tacy, którzy nas nie widzą a mimo to w nas wierzą - i to są wierzący. Ale są też tacy, którzy nas ani nie widzą, ani w nas nie wierzą a jeszcze z nas żyją - i to są... duszpasterze!
A wiesz co to jest: lata po pokoju i robi yzb, yzb, yzb...-Mucha na wstecznym biegu. Misia');
|